pacjent

Pacjent chce zmian

Wiecie, co to jest klątwa wiedzy? To stan, w którym nie jesteśmy w stanie pojąć, że druga osoba może czegoś nie rozumieć. W moim domu mówiło się: “nie pamięta wół, jak cielęciem był”. Każdy z nas był kiedyś pacjentem, nie wiedział o badaniach. osobom w ochronie zdrowia ciężko dostrzec, że pacjent wymaga innego rodzaju opieki. W związku z tym dałam dzisiaj dojść do głosu dwóm osobom, Przemkowi i Klaudii.

Myślę, że wszyscy możemy z tego coś wynieść.

Co, kiedy pacjent nie lubi lekarzy?

Cześć Klaudio, cześć Przemku 🙂

Cześć Aldono
Hej 🙂

Poprosiłam Was o rozmowę, ponieważ oboje zadeklarowaliście, że nie lubicie/ boicie się badać. To prawda?

Faktycznie unikam badań, trudno znaleźć mi na nie czas albo przekładam je na późniejszy termin.
Tak, w głównej mierze wina strachu i niechęci do lekarzy i systemu.

Pacjent zniechęcony systemem

Z czego wynika taka sytuacja?

Przede wszystkim z braku czasu. Jeśli czuje się dobrze, nie zauważam u siebie żadnych niepokojących objawów, to trudno mi nadać badaniom znaczenie priorytetowe. Zawsze jest coś bardziej pilnego, co wymaga mojej uwagi. 

Jak powyżej: strach – że coś może rzeczywiście wyjść. Drugi główny czynnik to system, który zniechęca bardzo. Po pierwsze: lekarz rodzinny, proszenie się o skierowanie do specjalisty: terminy do specjalistów sami wiemy, jakie są… Nie mam sił i nerwów na to, a jak wiemy, prywatnie jest szybciej, no ale kosztuje.

Badania tylko w ostateczności

Kiedy mieliście ostatnio wykonywane badania?

Kilka tygodni temu przechodziłem badania okulistyczne w ramach medycyny pracy, Poważniejsze badania miałem dwa lata temu w związku z zapaleniem nerek.

Pierwsze badanie jak to nazwałam „przeglądowe”, zrobiłam na początku roku… Trudne do uwierzenia, że kobieta mająca 30 lat dopiero zrobiła sobie podstawowe badania krwi, cholesterol, komplet badań ginekologicznych, prześwietlenia itd.

Zmiany w systemie, jakich che pacjent

Jak myślicie, co musiałoby się zmienić, żeby pacjenci chcieli badać się sami z siebie?

Wydaje mi się, że to kwestia indywidualnych przekonań każdego z potencjalnych pacjentów i przede wszystkim to one powinny się zmienić. Trudno jednak wpłynąć na przekonania osoby dorosłej, już ukształtowanej światopoglądowo – szczególnie teraz, gdy każdy ma swoje własne zdanie na temat medycyny, szczególnie wirusologii. Najwięcej można zdziałać na etapie edukacji szkolnej, oswajać dzieci i młodzież z badaniami, uczyć nawyków korzystnych dla zdrowia fizycznego, ale też i dla zachowania psychicznej.

Prywatna służba zdrowia, mniejsze kolejki do specjalistów, chęć wydawania skierowań przez Lekarzy. W tym roku firma udostępniła mi pakiet medyczny w Luxmed – to mnie zachęciło do zrobienia wszystkich badań (placówka oferuje raz w roku szereg podstawowych, kompleksowych  badań). Ze wszystkimi badaniami zmieściłam się w półtora miesiąca – szok! (To tak można?)

A co mogłoby skłonić Was konkretnie?

Możliwość przeprowadzenia badania w miejscu pracy byłaby całkiem interesującą opcją. Uniknąłbym wykorzystywania dni urlopowych, odpracowywania godzin itp. Ponadto pokrycie kosztów badania przez NFZ lub pracodawcę również byłoby dla mnie przekonujące.

Zmiana nastawienia i brak kolejek do specjalistów. Obecnie mój pracodawca nie robi mi problemów z wizytami (mogę w ramach pracy wyjść do lekarza), Luxmed również ma dużo placówek.

Niestety podstawowy pakiet nie pokrywa mi wszystkich specjalistów – są dodatkowo płatne, bądź muszę udać się do rodzinnego po skierowanie, co nie idzie niestety łatwo dostać. Niestety trafiam na takich lekarzy, co robią wielki problem z wydaniem skierowań do specjalistów i badań – odpuściłam, bo nie chce dokładać sobie dodatkowego stresu. Reasumując: Lekarze, zmiana toku myślenia.

Jak uprzyjemnić badania?

Myślicie, że można jakoś „uprzyjemnić” badania dla pacjenta?

Myślę, że wszelkie działania, które zmniejszają poziom lęku przed nieznanym, mogą okazać się skuteczne: stopniowe oswajanie z badaniami, rozmowy na temat wątpliwości czy obaw związanych z tym „co będzie, jak okażę się, że jestem chory/chora?”.

Jestem osobą wrażliwą i strasznie przeszkadza mi, wręcz drażni jak pracownicy szpitali/ placówek są „wrogo” nastawieni do pacjenta. Wydaje się, że za karę tam są… Czasami ciężko jest uzyskać od nich pomoc, a jeśli już to jeszcze mają do nas o coś pretensje.

Trochę zmienię pytanie: co się stało, że w końcu się przebadałam? Prywatna placówka, którą mi oferuje mój pracodawca. Mam dostęp w aplikacji: większość wizyt mogę umówić za pomocą kilku kliknięć i nie potrzebuje skierowania od internisty. Dodatkowo Luxmed jest praktycznie w każdym mieście w Polsce (nawet kilka oddziałów w mieście), więc nie mam problemu z dojazdem i szukaniem lekarza. Mam możliwość odnowienia recepty online, konsultanci Online jeśli nie mam czasu, a o coś się martwię. Moja umowa jest tak skonstruowana, że jeśli potrzebuję wizyty do specjalisty, a nie ma terminów (za miesiąc, dwa itd.), to dzwoniąc na infolinię, mają obowiązek znaleźć mi jakąś placówkę w Polsce, która mnie przyjmie w przeciągu 2 tygodni. Dodatkowo nie ma kolejek – Luxmed bardzo pilnuje godzin. Pracownicy są uprzejmi i pomocni. Gdyby firma wcześniej oferowała mi  możliwość takiego udogodnienia jak Luxmed to myślę, że zrobiłabym wcześniej badania.

Bilans trzydziestolatka

A gdyby w szkołach zaczęto edukować dzieci, że dbanie o zdrowie jest ważne? Jasne, to już mamy, ale nikt nie mówi o kontroli. Niby dla rodziców bilans dziecka jest czymś oczywistym, ale dziecko kończy 18 lat i kontrola zdrowia się kończy. Myślicie, że takie przedsięwzięcia, jak „bilans dwudziestolatka”, „bilans pięćdziesięciolatka” miałyby sens? Osiągnęłyby skutek? A może przykład powinien iść od rodzica?

Tak jak wspomniałem wcześniej, profilaktyka zdrowotna prowadzona na etapie szkolnym jest w moim odczuciu kluczowa. Idealną sytuacją byłoby gdyby rodzice w tym obszarze współpracowali ze szkołą, jednak mam świadomość, że często współpraca na linii nauczyciele – rodzice jest bardzo trudna.

Okresowy bilans dla osób pełnoletnich też miałby sens – w końcu badania techniczne samochodu robimy częściej niż przegląd stanu własnego zdrowia. Jest to pewnym paradoksem, bo to czynnik ludzki jest główną przyczyną wypadków samochodowych.

Jeśli byłoby to dobrze zorganizowane, to myślę, że byłby to bardzo fajny pomysł.  Dużo ludzi nie ma czasu (długie terminy do specjalistów), bądź po prostu pieniędzy, by móc zapłacić za nawet podstawowe badania.
Ludzie są świadomi – ale myślą, że to ich na pewno nie dotyczy (dobry przykład mojej osoby), więc warto zachęcić do tego, by jednak się badać.

Co pacjent powie medykowi?

Zazwyczaj pytam, co moi goście mają do powiedzenia pacjentom. Tym razem zapytam, co Wy, jako pacjenci macie do powiedzenia specjalistom?

Myślę, że warto jak najczęściej wychodzić do ludzi z wszelkimi inicjatywami prozdrowotnymi. Warto dzielić się swoją wiedzą w ramach szkoleń dla różnych grup zawodowych np. nauczycieli, lobbować w odpowiednich instytucjach za zwiększeniem nakładów na profilaktykę zdrowotną. Można okazywać skalę oszczędności, jakie przynieść może wczesne wykrywanie chorób.

Na początku chciałbym powiedzieć, że podziwiam ich pracę, cieszę się, że duża część osób idzie na takie kierunki, by ratować życie innym, by pomagać czasami kosztem swojego życia prywatnego – za to dziękuje!
Wiem, że to system jest chory, nie osoby tam pracujące, ale… Zwróciłabym uwagę czasami na nastawienie: pacjent to nie zło konieczne – to istota, która ma również uczucia :).

Moi goście postanowili pozostać anonimowi. Sądzę, że ich wypowiedzi można ubrać, jako głos każdego pacjenta. Nadal niewiele osób decyduje się na regularną kontrolę swojego zdrowia. Mam świadomość tego, że system niczego w tym względzie nie ułatwia.

A Wy? Zgadzacie się z przedstawionymi tutaj wypowiedziami?

Obraz Shutterbug75 z Pixabay

Możesz być również zainteresowany tymi tematami: