lekarz rodzinny
Wywiady

Lekarz rodzinny od siedmiu boleści

Lekarz rodzinny może zlecić Ci kilka badań. Za wszystkie inne zapłacisz kartą… lub poczekasz w kolejce do specjalisty. Co może ułatwić diagnozę? Co przyspieszy wyleczenie? Odpowiedzi szukaj w dzisiejszej rozmowie z Ewą Stawiarską, czyli Doktorką od 7 boleści.

Kim jest lekarz rodzinny?

Ewa, jesteś lekarzem już jakiś czas, ale obecnie w trakcie specjalizacji, prawda?

Tak, ukończyłam UM w Lublinie w 2018 roku, później odbyłam 13-miesięczny staż podyplomowy w tamtejszym szpitalu klinicznym. Specjalizację z medycyny rodzinnej w trybie rezydenckim rozpoczęłam w styczniu tego roku. Można powiedzieć, że jestem dopiero na samym początku mojej specjalizacyjnej drogi.

Dużo Ci jeszcze w takim razie zostało?

Specjalizacja z medycyny rodzinnej trwa 4 lata, jednak wydłużają ją np. zwolnienia lekarskie, urlopy macierzyńskie, itp. Zostało mi więc co najmniej 3 i pół roku do zostania specjalistką medycyny rodzinnej.

Od kiedy lekarz rodzinny może leczyć?

Jak wygląda wtedy praca? Możesz już pracować w tej specjalizacji?

Głównym miejscem pracy specjalisty medycyny rodzinnej jest przychodnia POZ. Jednak już teraz, będąc w trakcie szkolenia specjalizacyjnego, mogę tam pracować (także poza miejscem i godzinami odbywania rezydentury). 

Możesz krótko opisać, jak wygląda ten czas? Musisz odbywać kursy, jeździć na szkolenia?

Szkolenie specjalizacyjne w każdej dziedzinie medycyny ma swój harmonogram. Dzieli się on na staż podstawowy, czyli pracę w swojej macierzystej jednostce. W przypadku med. rodzinnej jest to przychodnia. Mogą to być staże zewnętrzne (czyli takie, które odbywane są w innych miejscach – dla med. rodzinnej. Jest to m.in. oddział chorób wewnętrznych, pediatrii, ginekologii czy chirurgii), oraz kursy organizowane przez CMKP (Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego).
Oczywiście każdy lekarz jest zobowiązany do systematycznego aktualizowania swojej wiedzy. Dodatkowo więc jeździmy lub, ostatnio częściej ze względu na sytuację epidemiologiczną, uczestniczymy w szkoleniach online.

Lekarz rodzinny musi znać się po trochę na wszystkim

Czy to trudna specjalizacja? Mam wrażenie, że dość obszerna.

To prawda, lekarz rodzinny musi się znać po trochę na wszystkim. Nigdy nie wiemy, jakie choroby „odwiedzą” nas w przychodni. Musimy być przygotowani na szybką reakcję w razie stanu nagłego. Należy wiedzieć jakie leki należy wykluczyć u pacjenta z pogarszającą się czynnością nerek. Musimy umieć przeprowadzić badanie neurologiczne czy otoskopowe.
Poza tym lekarz rodzinny ocenia wskazania oraz wystawia zlecenia na zakup zaopatrzenia medycznego. Musi umieć pokierować pacjenta do odpowiedniego dla jego dolegliwości specjalisty oraz znać zasady i kwalifikować do szczepień ochronnych. Nie można też zapominać o tym, że nasi pacjenci to zarówno dorośli, jak i dzieci. To czyni medycynę rodzinną chyba najbardziej wszechstronną wśród specjalizacji lekarskich.

Widzę pacjenta jako całość

Skąd taki wybór?

To po części efekt sukcesywnego wykluczania specjalizacji, w których „się nie widzę”. Po części  mojego zainteresowania medycyną stylu życia, którą znacznie łatwiej implementować do swojej praktyki mając pacjenta pod długoterminową opieką. W medycynie rodzinnej lubię to, że widzę pacjenta jako całość. To nie tylko wycinek jego organizmu (np. chore nerki czy niewydolne serce). Lubię rozmawiać z moimi pacjentami – dla mnie to podstawa dobrej komunikacji. Pociąga to za sobą lepszą współpracę i tzw. compliance, czyli stosowanie się chorego do zaleceń lekarskich. Kiedy pacjent rozumie podłoże swojej choroby i wie, na czym ma polegać leczenie. Znacznie chętniej bierze wtedy czynny udział w procesie terapeutycznym. Przez to i nasze starania stają się bardziej efektywne.

Pandemia, pandemią, ale inne choroby nadal istnieją

To teraz, jak wygląda codzienna praca lekarza rodzinnego? Z czym się zmagasz?

Obecnie w dobie pandemii większość wizyt jest odbywana za pośrednictwem telefonu, musiałam więc „przestawić się” na trochę inny schemat rozmowy z pacjentem. O wiele rzeczy, które mogłabym po prostu zaobserwować podczas osobistej wizyty, muszę teraz dopytywać. Telewizyty są fajnym narzędziem do przesiewu pacjentów, którzy czują się dobrze, a ich choroby przewlekłe są dobrze kontrolowane i potrzebują np. tylko recepty na leki stałe, od tych, którzy koniecznie wymagają zbadania z uwagi na nowe objawy. Jako że nie mam jeszcze zbyt dużego doświadczenia, staram się zawsze przeprowadzić dokładny wywiad lekarski i zapraszać pacjentów na badanie, kiedy tylko mam jakieś wątpliwości co do ich stanu zdrowia. Pandemia pandemią, ale inne choroby nadal istnieją i niejednokrotnie są bardziej niebezpieczne w skutkach, niż zakażenie koronawirusem SARS0-CoV-2.

Czas na jednego pacjenta to 15 minut

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze?

Najtrudniejsze jest dla mnie chyba „przeskakiwanie” między różnymi pacjentami i ich chorobami co 15 minut (bo tyle mam czasu na jednego chorego w gabinecie). Z niektórymi dodatkowo trudno jest się porozumieć czy to ze względu na zaawansowany wiek, usposobienie, czy problemy zdrowotne. Poza tym „trudni” są dla mnie pacjenci przychodzący z gotową diagnozą wyciągniętą gdzieś z odmętów forów internetowych lub z żądaniem przepisania konkretnych preparatów, które kiedyś komuś z rodziny czy znajomych pomogły na coś, co miało podobny obraz kliniczny. Frustruje mnie tracenie jakże cennych minut na tłumaczenie, że to, co pomogło przysłowiowej Goździkowej, niekoniecznie jest najlepszym wyborem w przypadku tego pacjenta. Wiele wynagradzają jednak ciepłe słowa wdzięczności od chorych, którym zalecone leczenie przyniosło ulgę. Takie momenty sprawiają, że człowiek przypomina sobie, po co został lekarzem.

Czy lekarz rodzinny to faktycznie taki „przesiewacz” Dopiero od Ciebie można uzyskać skierowanie do wielu specjalistów. Zdarzyło Ci się odmówić, jeśli pacjent tego, Twoim zdaniem, nie potrzebował?

Wychodzę z założenia, że to ja jako lekarz decyduję o konieczności skierowania pacjenta do poradni specjalistycznej. Jeżeli konkretna jednostka chorobowa nadaje się do leczenia w warunkach POZ i czuję się na siłach, aby takie leczenie wdrożyć oraz je monitorować, to odmawiam. Kolejki do specjalistów, szczególnie wąskich specjalizacji, są bardzo długie i bezsensowne kierowanie tam chorych, którzy równie skuteczne leczenie otrzymają w przychodni lekarza rodzinnego jest według mnie bezsensowne i szkodliwe. Pamiętajmy, że lekarz rodzinny nie jest długopisem i pieczątką – za jego tytułem stoi wszechstronne wykształcenie medyczne i naprawdę wie, co robi.

Edukacja w gabinecie

Podejrzewam, że niewielu jest pacjentów, którzy przychodzą z gotowym pomysłem na swoją chorobę? Chyba częściej na zasadzie „ja tam nie wiem, to Pani tu jest lekarzem”.

To zależy. Część pacjentów ma już dokładnie „wygooglowane” swoje objawy i właściwie od momentu wejścia do gabinetu sugeruje konkretne rozpoznanie, czasami nawet bez podawania dolegliwości. Wtedy zawsze grzecznie, ale stanowczo naprowadzam ich na właściwy kierunek rozmowy i przeprowadzam pełny wywiad lekarski. Staram się zawsze wytłumaczyć, dlaczego diagnoza, z którą przyszli jest w tym przypadku niewłaściwa. Edukuję. Wbrew pozorom, najczęściej to pomaga mi zyskać zaufanie pacjentów i pokazuje im, że wiem, co robię. Lubię, kiedy pacjent nie próbuje mi narzucić gotowej diagnozy, ale jak najbardziej cenię sugestie z ich strony. W końcu jestem tylko człowiekiem i czasami zdarza się tak, że najzwyczajniej w świecie nie wpadnie mi do głowy jakieś rozwiązanie. Praca z pacjentem to praca dwukierunkowa, cieszy mnie, kiedy chory włącza się w proces diagnostyczno-leczniczego.

Chęć dbania o zdrowie, to połowa sukcesu

Czy zdarzają Ci się pacjenci, którzy dopytują, chcą świadomie z Tobą pracować nad własnym zdrowiem?

Oczywiście! Czasami wychodzą z inicjatywą sami, innym razem wystarczy dopytać o styl życia, nawyki żywieniowe i nagle okazuje się, że pacjent od dawna chciał coś zmienić, tylko nie wiedział jak albo wstydził się zapytać. Bardzo mnie cieszy, kiedy widzę zapał i chęć dbania o swoje zdrowie, to już połowa sukcesu.

Lekarz rodzinny nie zleci wszystkich badań

Czy to prawda, że lekarz rodzinny nie może zlecić wszystkich dostępnych badań? Ma jakąś konkretną pulę?

Istnieje lista badań, którą lekarz pracujący w POZ może zlecić w ramach kontraktu z NFZ. Niestety, nie jest ona idealna i fajnie byłoby ją nieco rozszerzyć, bo ograniczyłoby to nieco konieczność odsyłania pacjentów do innych specjalistów. W ciągu tego ostatniego pół roku wielokrotnie miałam pytania np. o skierowanie na USG piersi. Gdybym mogła takie badanie zlecić z poziomu POZ, pacjentka mogłaby iść już z gotowym opisem do ginekologa. W tym momencie kobieta musi pójść do ginekologa po skierowanie i po wykonaniu badania czekać na kolejną wizytę. W ten sposób wydłużają się nie tylko kolejki, ale także upływa czas, który w przypadku istnienia jakichś patologii jest przecież bardzo cenny.

“Czy jest Pan gotowy zapłacić”

Jeśli wydaje Ci się, że jednak pacjent powinien mieć rozszerzone badania, co robisz? Odsyłasz go do specjalisty?

To także zależy. Jeżeli brakuje jednego, czy też kilku badań laboratoryjnych, a pacjent jest gotowy zapłacić za ich wykonanie, zlecam je w formie płatnej. Jeżeli pacjent woli zrobić je „na NFZ” albo po prostu nie ma funduszy, otrzymuje skierowanie do konkretnego specjalisty. Są też takie przypadki, kiedy nie możemy czekać z diagnostyką schorzenia ze względu na stan ogólny pacjenta lub niebezpieczeństwo jego nagłego pogorszenia – wtedy wskazane jest skierowanie do szpitala.

Profilaktyka w Polsce

Czy to prawda, że w Polsce de facto nie ma czegoś takiego, jak badania profilaktyczne?

Na szczęście mamy kilka programów profilaktycznych, takich jak: program profilaktyki raka piersi (mammografia dla kobiet między 50. a 69. rokiem życia co 2 lata), program profilaktyki raka szyjki macicy (cytologia dla kobiet od 25. do 59, roku życia co 3 lata), program profilaktyki gruźlicy, badań prenatalnych, chorób układu krążenia (CHUK), czy program profilaktyki chorób odtytoniowych (w tym POChP). Każdy z tych programów jest kierowany do konkretnej grupy pacjentów spełniających określone kryteria i ma na celu przesiewowe wykrywanie patologii, które jeszcze są bezobjawowe. Z pewnością warto się zapoznać z założeniami tych programów i z nich korzystać – po więcej informacji odsyłam na stronę internetową https://www.nfz.gov.pl/dla-pacjenta/programy-profilaktyczne/ .

Gdyby pacjenci nie kłamali…

Co byś powiedziała pacjentów, jakieś rady?

Przede wszystkim, żeby nie bali się lekarza w przychodni i nie wstydzili się zwracać do nas ze swoimi problemami zdrowotnymi. Nie od dzisiaj wiadomo, że im wcześniej wykryjemy jakąś chorobę, tym większe mamy szanse na skuteczne leczenie i powrót do pełnego zdrowia. Dodatkowo chciałabym, żeby pacjenci nie kłamali podczas rozmów z medykami, nie tylko lekarzami. Zatajanie lub przeinaczanie objawów, czasu ich trwania, sytuacji związanych z nasileniem lub zmniejszeniem się dolegliwości tylko utrudni i wydłuży proces diagnostyczny. Poza tym ukrywanie, szczególnie ważnych w dobie pandemii, informacji epidemiologicznych naraża na niebezpieczeństwo zarówno medyków, jak również naszych pacjentów, rodziny i współpracowników. Także proszę, #niekłammedyka

Poza tym każdy lekarz POZ będzie na pewno wdzięczny za wyrozumiałość w przypadku wszelakich opóźnień w realizacji wizyt. Czasami jest to sprawka komputera, który się zawiesił, innym razem spowodowane dodatkowym pacjentem, który wymagał pilnego przyjęcia. Nie złośćcie się na nas za to, że musimy wyjść do toalety czy zjeść drugie śniadanie o 15:00, bo dopiero mamy na to chwilkę. Pamiętajcie, że my jesteśmy w tych gabinetach dla Was, ale jesteśmy także zwykłymi śmiertelnikami z potrzebami fizjologicznymi i czasem gorszym dniem.

No to na sam koniec, skąd taka nazwa?

Wiesz co, nazwa jest połączeniem tego, że mówi się “fachowiec od siedmiu boleści”, czyli ktoś, kto się nie zna. To dlatego, że jestem początkującym, bądź co bądź, lekarzem. A także dlatego, że lekarz rodzinny jest takim lekarzem “od wszystkiego”. Musi umieć coś poradzić na każdą “boleść” 😅 tak mój mózg sobie to wymyślił

Dziękuję za rozmowę 🙂

Dzięki za pytania bardzo przyjemnie się na nie odpowiadało 🙂

Ewa Stawiarska, lekarka w trakcie specjalizacji z medycyny rodzinnej, członkini Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia oraz certyfikowana lekarka Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością.
W Internecie działa na Instagramie pod nazwą @doktorka_od_7_bolesci.

Obraz Steve Buissinne z Pixabay