diagnosta

Diagnosta z diagnostą o pracy

Kiedy studiowałam z Piotrkiem, bardzo dużo rozmawialiśmy. Myślę, że żadne z nas wtedy nie przypuszczało, że będziemy ze sobą rozmawiać na łamach wywiadu. Do dziś Piotrek bardzo mi pomaga w kwestiach merytorycznych i odpowiedziach na pytania pacjentów w grupie na Facebooku. Dziś odpowiada na moje pytania dotyczące dalszej nauki i drogi próbki przez laboratorium.

Diagnosta na doktoracie

Cześć Piotrek 🙂 Aktualnie spełniasz się w zawodzie diagnosty i przyszłego doktora nauk medycznych, zgadza się?

Cześć, Aldona! To prawda, już dwa lata pracy i tyle samo studiów trzeciego stopnia. Ten czas płynie nieubłaganie. Chociaż nadal czuję się jak na Praktycznej Nauce Zawodu z Panią doktor Siódmiak. Szukaliśmy tam dodatkowych zajęć, bo przewidziany materiał to dla nas za mało. <uśmiech>

Pamiętam ze studiów, że zawsze lubiłeś rozmyślać nad zagadkami, odkrywać, jak coś działa, dlaczego tak, a nie inaczej. Myślisz, że pomogło Ci to w uzyskaniu zawodu diagnosty

Myślę, że pomogło mi to nie tyle w uzyskaniu zawodu, ile w jego pokochaniu. Pierwszym moim wyborem był kierunek lekarski, ale od 2012 roku (mojej matury) się to zmieniło i teraz nie wyobrażam sobie siebie w innej roli. To, co robię to powołanie, a to właśnie chyba dzięki tej „dociekliwości”. Cecha ta jest w labie bardzo ważna. Co chwilę narażeni jesteśmy na niespodziewane zachowania analizatorów, które teraz pracują dobrze, a za chwilę potrafią odmówić posłuszeństwa. Wtedy pada pytanie „Dlaczego?” jest bardzo istotne, żeby usunąć awarię i w sposób rzetelny badać naszych pacjentów. Co do uzyskania tytułu to niestety bez dociekliwości też by dało radę, ale trochę byłoby to bolesne i strasznie nudne. 

A popchnęło Cię to również w kierunku doktoratu?

Myślę, że tak. Jest to na pewno ważny jego element. Doktorat daje mi w tej sytuacji komfort poszukiwania „na własną rękę”. Mam odpowiedzi na pytania, które zostały postawione jak i te, które pojawią się w przyszłości lub nawet nigdy. <Piotro Coelho>. 

Czego diagnosta poszukuje?

Jak obecnie wygląda doktorat? Nie robisz go na wydziale farmaceutycznym, na którym skończyliśmy kierunek analityki medycznej.

Pytanie trudne, bo szczerze mówiąc, nie wiem, jak wygląda doktorat. Tak, nie wiem. Bo moje studia to jest taki trochę eksperyment. Są to studia interdyscyplinarne w języku angielskim na wydziale lekarskim (dlatego będę miał przed nazwiskiem dr n. med, a nie dr n. farm.). Zacznę od tego, że normalnie doktorat robi się po polsku nie po angielsku (w naszym kraju oczywiście). To, że te studia są interdyscyplinarne, odnosi się do tego, że nie studiują tu przedstawiciele jednej dyscypliny naukowej, czyli absolwenci tego samego wydziału.

Na moim roku jest kilkoro Lekarzy, Biotechnologów, Diagnostów i Fizjoterapeutka. Poza tym jestem ostatnim rocznikiem, który idzie trybem studiów, a nie szkoły doktorskiej. Szkoła doktorska natomiast wygląda inaczej niż to, co robimy my, ale nie wiem dokładnie, jak to wygląda „na żywo” a jedynie z dokumentów określających sposób jej funkcjonowania, czyli tak jak może to wywnioskować każdy, kto je przeczyta, a często papier wniesie inną treść niż rzeczywistość. 

Czego się diagnosta nie nauczy…

Czego zatem się tam uczysz? Czy polega to głównie na przeprowadzaniu badań do twojej pracy?

Mój „relikt przeszłości” polega na tym, że mamy prowadzone zajęcia z różnych dziedzin, jak chociażby genetyka, nowoczesne leki przeciwnowotworowe czy statystyka, ale też mamy prowadzone zajęcia pomagające w zrozumieniu tego jak pisać prace naukowe, a także jak je czytać. Takie przedmioty to „medycyna oparta na faktach” czy „prowadzenie badań naukowych”. Co do badań, to trzeba brać udział w konkursach grantowych, żeby mieć je za co robić. Same badania robi się w porozumieniu z promotorem, a później się je publikuje. Nie ma jakby jednego realnego schematu jak zrobić badania doktorskie, wszystko to robi się nieco po omacku. W sumie jak we wszystkich dyscyplinach naukowych. Bo jakby człowiek sobie założył, że tak musi być to, po co to badać. Każde swoje działania musimy poddawać w wątpliwość i zakładać różne hipotezy przeciwstawne do siebie. Ostatnio uczę się również masy cierpliwości, bo aby zdobyć tytuł, trzeba dopełnić również masy zawiłych formalności.

Diagnosta z szeroką wiedzą

Czy uważasz, że tytuł doktora poszerzy Twoją wiedzę w zakresie badań? Będziesz dzięki temu lepszym diagnostą? Chyba będziesz miał pełniejszy ogląd 😉

W przypadku diagnostyki laboratoryjnej tak naprawdę szerszy pogląd daje nie tyle doktorat ile specjalizacja, bo jest szersza, tak jak masło powinno być maślane. Jednakże pozwoli mi z pewnością być lepszym diagnostą, ponieważ zdobyta w trakcie doktoratu wiedza ukierunkuje trochę mój sposób postrzegania świata na zauważanie szczegółów, które wcześniej by mi umknęły. Dodatkowo będę specjalistą w swojej wąskiej dziedzinie, którą będę mógł się dzielić z pozostałymi diagnostami czy pacjentami na grupie Facebookowej Pacjenci w Laboratorium, która mam przyjemność moderować. Obecnie skupiam się na technologii probówek i jej wpływie na materiał biologiczny. 

Architekci a próbka

Jak wygląda droga próbki krwi, od opuszczenia ciała pacjenta, do uzyskania wyniku?

Wszystko zależy od architekta projektującego szpital <śmiech>. Ale tak serio. Najpierw krew należy od pacjenta pobrać. Najczęściej robi to Pielęgniarka lub Ratownik Medyczny, a rzadziej Lekarz czy Diagnosta / Technik Analityki Medycznej.

Obecnie najczęściej stosuje się próżniowy system zamknięty, czyli taki w którym najpierw pacjent jest ukłuty igłą z takim śmiesznym plastikiem na zewnętrznym końcu, który odpowiada za utrzymywanie probówki na igle. Następnie właśnie w ten plastik wpycha się probówkę, przekłuwając jej korek, dzięki czemu krew może do niej napłynąć. Ilość krwi w probówce jest zależna od „ilości” próżni w jej wnętrzu. Dzięki temu w danym rodzaju probówek powinna znajdować się zawsze taka sama ilość krwi. Choć są od tego odstępstwa, ale długo by mówić.

Następnie dobrze pobrana próbka jest transportowana przez gońca, pielęgniarkę czy system pneumatyczny do laboratorium. Tam probówki z surowicą muszą odczekać 30-45 minut od pobrania od pacjenta w celu utworzenia się skrzepu. W tak zwanym międzyczasie próbki są rejestrowane w systemie laboratorium i przypisywane są do nich badania do wykonania. Zarejestrowane próbki są wirowane przez 10-15 minut, a czas ten zależy od rodzaju materiału do uzyskania i zaleceń producenta.

Diagnostę zastępuje analizator?

Odwirowany materiał trafia do analizatora, który następnie wykonuje szereg analiz chemicznych zależnych od zlecenia złożonego przez lekarza. W przypadku badania morfologii krwi pomija się etap wykrzepiania. Jeśli w takiej probówce pojawi się skrzep, to należy powtórzyć pobranie. Komórki, których ilość chcemy zbadać, utykają w skrzepie. Powtarzamy też wirowanie, które również zaburzyłoby ilość komórek analizowanych przez aparat, a także mogłoby niektóre z nich zniszczyć. Po tym jak aparat wykona analizę krwi, diagnosta musi ją przeanalizować. Czy wszystko wyszło tak, jak należy, czyli czy wynik nie jest dziwnie zaniżony lub zawyżony? Jeżeli tak to należy sprawdzić, czy próbka została prawidłowo pobrana i sprawdzić pracę analizatora odpowiednimi substancjami kontrolnymi.

Jeśli wszystko w analizie przebiegło poprawnie, to należy wynik wydać. W przypadku ekstremalnych wartości zagrażających życiu pacjenta Diagnosta musi zadzwonić do lekarza zlecającego badanie i poinformować o bezpośrednim zagrożeniu życia pacjenta ewentualnie go z lekarzem konsultując. Następnie próbka jest wyjmowana z aparatu i przechowywana w temperaturze 2-4°C przez max. 3 dni.

Czy to się wyklepie?

Stoicie na straży raczej radykalnych przepisów, czy staracie się iść na rękę pacjentowi i powtórzyć wątpliwe oznaczenia?

Tak jak wspomniałem wcześniej, nigdy nie wydajemy wyniku, w którego prawdziwość wątpimy, ponieważ lepiej jest jeszcze raz pobrać krew od pacjenta niż wdrożyć leczenie oparte o błędne wyniki. Pierwszym przykładem, jaki przychodzi mi do głowy, jest stężenie jonów potasu. Jeśli wykonamy badania z probówki z hemolizą to stężenie tych jonów, będzie bardzo wysokie, nawet do tego stopnia, że pacjent z takim potasem powinien już dawno nie żyć. Wydanie takiego fałszywie zawyżonego wyniku mogłoby skutkować wdrożeniem leczenia obniżającego stężenie potasu u pacjenta mającego to stężenie tak naprawdę w normie i w ten sposób doprowadzić do jego zgonu. Tak więc powtarzamy badania pacjenta tyle razy, ile tylko trzeba, aby wydać wynik prawdziwy, bo zdrowie pacjenta jest najważniejsze.

Pamięć o pracownikach

O czym pacjenci najczęściej nie pamiętają?

O nas. Śmiesznie to brzmi, ale właśnie najczęściej nie pamięta się o Diagnostach i pozostałej załodze laboratorium. Często, rozmawiając z ludźmi, mam wrażenie, jakoby myśleli, że badania krwi wykonują lekarze lub pielęgniarki. W przygotowaniu do badań natomiast mam wrażenie, że najczęściej zapominają o tym, że przed badaniem trzeba żyć jak zawsze. Zmieniamy jedynie godzinę ostatniego posiłku przed badaniem czy wykonywania aktywności fizycznych. Pamiętajcie nagłe przejście na jedzenie sałaty dwa dni przed badaniem czy przebiegnięcie maratonu nie poprawi Waszych wyników. Może je wręcz pogorszyć. Druga sprawa to więcej nie znaczy lepiej. Pojemnik na mocz nie musi być wypełniony z meniskiem wypukłym. Spokojnie połowa kubeczka na wszystko wystarczy, a pojemniki na kał mają specjalne łyżeczki, żeby pobrać tylko tyle materiału. Serio nie potrzebujemy do analizy całej objętości stolca, choć i tacy szczodrzy pacjenci się trafiają.

Diagnosta od serca

Tak, pisałam o tym w jednym z artykułów. Masz jakieś rady dla pacjentów?

Lepiej śpijmy, mniej się stresujmy, zgubmy zbędne brzuchy (ale nie głodując). Poprawiajmy dopaminę uśmiechem i raz na rok róbmy sobie chociaż morfologię. Najlepiej na koszt RCKiK oddając krew na potrzeby transfuzji. Poza tym wszyscy jesteśmy złapani w sidła efektu Krugera-Dunninga. Zanim więc się wypowiecie w jakiejś sprawie (zwłaszcza w internecie), upewnijcie się, że wasza wiedza nie znajduje się w punkcie „Wiem wszystko, a rozwiązania są proste”. W taki sposób można zaszkodzić komuś, kto przeczyta waszą opinię (oczywiście mnie to dotyczy w takim samym stopniu). Trzymajcie się ciepło i nie chorujcie 

Diagnosta Laboratoryjny mgr Piotr Gajewski

Obraz PublicDomainPictures z Pixabay

Możesz być również zainteresowany tymi tematami: