kraków

Kraków – 11 faktów

Raz na jakiś czas należy opublikować post taki od siebie, a raczej taki „w siebie”. Dzisiaj więc będzie taki lżejszy o moim aktualnym na 2019 rok miejscu zamieszkania, czyli Kraków.

Kraków – książki

Jak ja mogę Wam pokazać Kraków i co o nim powiedzieć? Myślę, że dużo i niedużo, zależy od puntu widzenia. Ostatnio nawet czytałam książkę o Krakowie pana Leszka Mazana z rysunkami pana Andrzeja Mleczki, o wdzięcznym tytule „Kraków dla początkujących”. Sama książka była świetna, ja czytałam wersję dość podeszłą w latach, nie wiem, czy są nowsze, ale sądzę, że na pewno. Pisana językiem humorystycznym i lekkim, z dystansem, aczkolwiek nie najnowszym, przez co może trudniej się ją czytać. Dla mojego humanistycznego serduszka liczba i nagromadzenie „słów dawnych” były w sam raz.

Kraków – moja lista

Stworzyłam listę rzeczy, które ja wśród osób zamieszkujących Kraków obserwuję, jako ta „zagraniczna”. Znajdą się też rzeczy oczywiste, ale też takie, których nie zauważam. Zaznaczam od razu, że ten tekst nie ma na celu nikogo obrazić ani ośmieszyć. Jest raczej wyrazem sporej sympatii i własnych obserwacji podczas krótkiego (jak dotąd prawie półtorarocznego) pobytu, na jaki Kraków, dzięki Bogu, mi pozwolił. Mam nadzieję, że aż tak szybko się nie rozstaniemy, ale kto wie co Kraków ma w tej kwestii do powiedzenia.

1.Kraków a pole.

Oczywista oczywistość. Kraków wychodzi na pole. Nic nie dają tłumaczenia reszty Polski, bo ludy zamieszkujące Kraków są dumne ze swojego słownika, który ma się dobrze i nie zamierza się dostosowywać do reszty świata. Tłumaczą to faktem, że drzewiej na pole wychodziła szlachta, czyli na swoje, a na dwór szli chłopi coś załatwić. Ja mam inne zdanie na ten temat, ale nie kłócę się. Rozumiem po krakowsku, jednak u mnie we krwi nadal płynie „dwór” i mam nadzieję, że tak pozostanie i oprę się temu krakowskiemu zjawisku, tak mi dopomóż Bóg.

2. Kraków a centusie.

Tego akurat nie zauważyłam. Z, wspomnianej już, książki wyczytałam, że powszechnym było przeświadczenie (według autorów krzywdząco mylne), że drut aluminiowy powstał z czasów, kiedy to złotówki były aluminiowe i dwóch mieszkańców, których Kraków był miejscem życia i pochodzenia, kłóciło się i wyrywało sobie złotówkę. Ja akurat od małego byłam dość oszczędna, ale sądzę, że Krakusi odchodzą od tego typu praktyk. Wydaje mi się też, że powiedzenie „krakowski centuś” uznają za dość niemiłe. „Krakowskim targiem” może nie nazywajmy ich centusiami, a oni nie będą dusigroszować.

3.Krakoski Kraków.

No właśnie. Krakoski czy krakowski? Tutaj wchodzimy już w charakterystyczne wymowy Krakowian. Bardzo często słyszę, kiedy nie wymawia się tego „w” w środku wyrazu. Ciekawe czy wynika to z niedbałości czy z lenistwa? Kilka dodatkowych atrakcji językowych jeszcze poniżej.

4.Jeste Krakusem

Osoby, dla których Kraków jest domem i od zawsze tutaj mieszkały tego nie zauważają. Ja to słyszę. Słyszę także „rozumie”, „umie”. I nie są to formy używane w kontekście trzeciej osoby liczny pojedynczej. Chyba jest nawet jakaś konkretna nazwa na to zjawisko. Chyba nosowość, ale pewna nie jestem. Ja nie wiem, ale Paulina Mikuła z kanału Mówiąc inaczej pewnie by wiedziała. Ogólnie nie stanowi to problemu, chyba że pojawia się sytuacja, kiedy rozmawiacie o osobie trzeciej i nagle słyszycie, jak Wasz rozmówca mówi “nie wie”. No i właśnie? Do kogo się do odnosi?

5.Kraków chodzi na nogach

Tak, w Krakowie nie chodzi się pieszo. Tutaj chodzi się na nogach. Może część osób potrafi również na rękach i dlatego konieczne jest to podkreślenie?

6.„Ide, ide, ide”

W kwestii chodzenia jeszcze, to osoby zamieszkujące Kraków często powtarzają te same słowa. Kiedy ktoś kogoś takiego zawoła, często można usłyszeć właśnie „ide, ide, ide!”. Oczywiście bez „ę”. Często można usłyszeć w ramach potwierdzenia „tak, tak, tak, tak…”. Ta cecha jest akurat całkiem sympatyczna, moim zdaniem. Nie to, że inne nie są, ale no, to akurat zabawni brzmi.

7.Mam nadzieję, że nikt „se” tego nie weźmie do serca

Kraków też jest takim miejscem, gdzie dużo rzeczy zostaje zapomnianych. Ale! Ale! Nie ma tak łatwo. Tutaj się nie zapomina. Tutaj się „se zapomina”. Na przykład: „Zapomniałam se koszuli”, ale też usłyszymy: „Zapomniałam se koszule”. W poprzednim zdaniu nadal chodzi o jedną, ale to tak uściślając, już trochę złośliwie ;). Ja bym powiedziała po prostu: Zapomniałam (kogo? czego?) koszuli”, ale ja to jestem ta „zza granicy”, więc to moje widzimisię.

8.Kraków a jednostki

Żeby nie było, ze tekst jest a propos niczego, to Kraków też różni się jednostkami. Mam na myśli na przykład jednostki do oznaczania poziomu glukozy we krwi. W całej reszcie kraju operuje się jednostkami takimi jak mg/dl, ale nie Kraków. Tutaj oznacza się glukozę w mmol/l. Nauczyłam się dzielnie wartości hipo- i hiperglikemii już na studiach, ale właśnie w jednostkach „standardowych”. Za hipoglikemię i to poważną, uważa się stan, kiedy poziom glukozy we krwi spada poniżej 40 mg/dl. Kraków stał się moim miejscem pracy, ale do głowy mi nie przyszło, by pytać o używane tutaj jednostki. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy usłyszałam rozmowę o pacjencie, którego glukoza we krwi plasowała się na poziomie 8,6. Pierwsza moja myśl: „to ten pacjent jeszcze żyje?!”. Dopiero później uzmysłowiłam sobie, że, owszem, żyje, ma się całkiem dobrze, ale jednostka jest inna. Przy okazji ten wynik nawet świadczy o stanie przedcukrzycowym.

9.Kraków a smog

Tak, wiem, są tak się śmieszki: „Czy Kraków zamieszkuje smog czy smok?”. Przyznam się, że ja tego drugiego widziałam pod Wawelem, ale ten pierwszy dla mnie był widoczny dopiero z 13 piętra na horyzoncie. Niestety nie zostałam wyposażona w wykrywacz smogu. Do tej pory nie odczuwam różnicy w powietrzu przy wjeździe do Krakowa, ani nie rozróżniam mgły od smogu.

10.Kraków a atrakcje

Mieszkając w Krakowie trzeba nauczyć się chodzić. A właściwie nie chodzić na rynek i na Wawel. Na Wawelu pełno zawsze ludzi i z chwilą przeprowadzki traci swój urok. Można tam wpaść raz na rok, nie częściej i to tylko wypuszczając znajomych na zasadzie „to ja tu posiedzę i poczekam aż zwiedzicie”. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale sporo osób tak ma po przeprowadzce do Krakowa. Pewnie na zasadzie „im bliżej tym dalej”. Na Wawelu pełno ludzi a na rynku pełno gołębi. Zresztą nie ograniczają się tylko do rynku, ale rozszerzyły swoje terytorium również o okalające rynek Planty. Dla kogoś, kto gołębi się boi, tym bardziej nie są to najchętniej uczęszczane miejsca. Ale napisałam, że trzeba umieć chodzić. Jeśli Kraków to Twoje miejsce pobytu raczej weekendowe – od razu to rozpoznają. Należy chodzić szybko, zdecydowanie. Kiedy widzicie kogoś na swojej drodze, nie wolno odpuszczać! Inaczej zostaniesz staranowany, ale przez kogo? Ludzi czy gołębie?

11.Kraków a poczucie humoru

Kraków ma też pewne poczucie humoru, jeśli chodzi o sytuowanie pewnych budynków czy też instytucji, w odniesieniu do ulic. Przykładowo Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa znajduje się na ulicy Rzeźniczej, Izba Wytrzeźwień w Krakowie została postawiona przy ulicy Rozrywki. Natomiast na ulicy Studenckiej usytuowano siedzibę PCK. Zastanawiające…

Kraków – podsumowanie

Kraków to moje aktualne miasto pracy i zamieszkania. Lubię tu być, ale niewykluczone, że kiedyś zamieszkam w jakimś innym mieście. I tam też może znajdę takie dodatkowe smaczki jak tutaj. To, że opisałam moje obserwacje miało być raczej humorystyczne i luźne, niż szydzące.

Jeśli znacie kogoś, kto wybiera się do Krakowa – wyślijcie mu ten tekst, żeby go nie staranowali. A jeśli znacie kogoś, kto Kraków zamieszkuje, też wyślijcie, ciekawe czy o wszystkim wie?

Do przeczytania

Możesz być również zainteresowany tymi tematami: