Jak to działa?

Żelazo

Żelazo (Fe, łac. ferrum) – pierwiastek chemiczny o liczbie atomowej 26, metal z VIII grupy pobocznej układu okresowego, należący do grupy metali przejściowych bla bla blabla… my pogadamy inaczej.

Biochemii zawsze unikałam jak ognia. Nie lubiłysmy się na studiach, ale współpraca układała się całkiem w porządku. Może wynika to z tego, że nikt mi tego nie wytłumaczył tak wiecie… “jak chłop krowie na rowie”. Nie jestem pewna więc czy teksty o roli poszczególnych makro i mikroelementów są bardziej dla Was czy dla mnie, ale postaram się, żebyśmy wszyscy wiedzieli coś więcej 😉

Jakie jest zapotrzebowanie?

Jeśli jesteś dorosłym człowiekiem, Twój organizm zawiera jakieś 3-4g żelaza, z czego łącznie około 1 mg tracisz ze złuszczającym się naskórkiem, z krwawieniem miesiączkowym (oczywiście u kobiet) oraz z żółcią. Żelazo, czyli Fe, jest wchłaniane z diety w przewodzie pokarmowym w podobnej ilości. Może dzienna wymiana wchłanianie – wydalanie na poziomie 1 mg to niezbyt szalona ilość, ale już jego obrót w organizmie jest dużo większy. Dorosły mężczyzna i kobieta po menopauzie potrzebuje mniej więcej właśnie tego 1 mg na dobę, kobieta, która miesiączkuje, nieciężarna – około 1,5 mg, natomiast dzieci, ciężarne i chorzy po krwotokach potrzebują go więcej. Tak patrzycie i pewnie myślicie “O co tyle krzyku? To bardzo niewiele.”. No niby tak, ale żeby tyle uzyskać dorosły mężczyzna musi zjeść około 10 mg żelaza, odpowiednio nieciężarna i ciężarna – 20 i 30 mg, a dzieci mniej więcej 5 – 10 mg. No i z tym już trudniej.

Gdzie u mnie znajduje się żelazo?

Głównie w hemoglobinie (ok. 67%), na drugim miejscu jest ferrytyna, a potem mioglobina.
Ferrytyna to białko, które magazynuje żelazo. Może związać aż 4500 atomów, ale zazwyczaj wiąże ich mniej niż 3000.
Transferyna to transporter żelaza. Dzięki niej żelazo krąży we krwi nie robiąc nam krzywdy. Dociera też do wnętrza komórek przez ich błonę.

Jest jeszcze laktoferyna. Po co? Bo bakterie też chcą Twojego żelaza. Tak samo jak ludzie potrzebują go do swoich procesów. Laktoferyna uniemożliwia im zagarnięcie tego pierwiastka dla siebie. Ułatwia też wchłanianie żelaza z mleka.

A jakie mamy żelazo? I dlaczego ma nam zrobić krzywdę?

W uproszczeniu występują dwie formy żelaza: reaktywna ( Fe2+) i nieaktywna ( Fe3+). Organizm odpowiednio sobie oscyluje między obiema tymi formami. Żeby można było żelazo wchłonąć, musi być ono w formie aktywnej i odpowiadają za to odpowiednie procesy. Dlatego warto, jeśli suplementujecie, żeby żelazo było w tej formie już aktywnej (np. siarczan żelaza). Natomiast żeby żelazo transportować, powinno ono być w tej formie nieaktywnej. Zazwyczaj się to udaje, ale jeśli coś idzie nie tak, mamy zbyt dużo formy aktywnej, to zaczyna ona wyrządzać więcej szkody niż pożytku. Kiedy przekroczymy zdolność wiązania żelaza (czyli tej aktywnej formy) inicjuje ono powstawanie wolnych rodników, które zaczynają niszczyć składniki komórkowe, między innymi kwasy nukleinowe, które są składnikiem kodu genetycznego, czyli ogólnie wiecie, niefajnie.

A jak żelazo się wchłania?

Głównym miejscem wchłaniania żelaza jest jelito cienkie, a dokładniej początkowy jego odcinek – dwunastnica. Utrzymaniu żelaza w tej formie aktywnej pomaga kwaśne pH, czyli takie które panuje w żołądku, a także obecność tzw. reduktorów, głównie kwasu askorbinowego, czyli… witaminy C. Dlatego warto spożywać produkty bogate w żelazo wraz z tymi, które mają sporo witaminy C. Co za tym idzie, problem z żelazem mogą mieć osoby z niedokwasotą żołądka, a także osoby po resekcji żołądka. Natomiast jeśli szukasz plusów swojej nadkwasoty – oto on!
Ograniczenie wchłaniania powodują takie związki, które tworzą z nim kompleksy, które się nie rozpuszczają, taka wiecie, zazdrosna dziewczyna. Należą do nich między innymi takie, które można znaleźć w herbacie. (A szkoda, ja tak robiłam, nie polecam – teraz mam anemię.) Są na przykład pokarmy, gdzie żelaza jest, owszem, dużo, ale jest ono bezużyteczne. Jest to na przykład… tududum… szpinak. No nie przejdzie i koniec.

Natomiast żelazo, które znajdujemy w produktach mięsnych wchłania się lepiej, a jeśli jeszcze to podgotujemy to w ogóle organizm się cieszy, bo połowa roboty za nim. Pomimo tego, że jestem zdeklarowanym mięsożercą muszę nadmienić, że książki piszą, że soja jest bardzo dobrym źródłem żelaza. Ze względów paraideologicznych nie zgłębiałam tematu.

Wiecie, że alkoholicy mają niskie ryzyko anemii z niedoboru żelaza? To dlatego, że etanol wzmaga jego nadmierne wchłaniania, co też nie jest dobre, ale o tym niżej. Tutaj jest kolejny powód dla którego warto na przykład wypić lampkę wina do steku. Nie wiem jak działa wódeczka ze schabowym, nie próbowałam.

A jak wydalamy?

Tak jak wszystko, co jest nam niepotrzebne. Przez przewód pokarmowy. Niewielka część jest wydalana przez nerki. No i dodatkowo, tak jak pisałam wyżej, z krwiawieniami.

Po co nam żelazo?

Jego podstawową funkcją jest transport tlenu w postaci hemoglobiny, produkcja energii i udział w obronie organizmu. Dostarczamy go też naszym bakteriom, bo są też te fajne, które na przykład pomagają nam trawić jedzenie. Potrzebujemy go też do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego.

Niedobór żelaza

Jeśli popyt > podaż, to mamy niedobór. Dość trudno doprowadzić do niedoboru żelaza tylko dietą, ale jest to możliwe (mnie się udało, yay me). W pierwszym etapie nie mamy objawów klinicznych. po prostu nasze zapasy żelaza kurczą się i nawet nikt nas o tym nie informuje. Dopiero w drugim etapie spada nam wartość hemoglobiny i tworzy się anemia. Jakie są objawy niedoboru żelaza?

  • sucha i popękana skóra + zajady
  • łamliwe, rozdwojone włosy, przedwczesne siwienie
  • łamliwe paznokcie, w zaawansowanych stanach łyżeczkowate → Google
  • zapalenie, zaczerwienienie języka
  • objaw pica – moim zdaniem jeden z ciekawszych objawów, jesz wszystko, serio, ziemia, tynk, nieważne… Pycha!
  • dodatkowo senność, osłabienie i podatność na infekcje

Do niedoboru żelaza doprowadzają między innymi ostre krwotoki. Po nich organizm stosunkowo szybko dochodzi do siebie i nawet nie ma potrzeby suplementacji. Drugą przyczyną mogą być krwotoki przewlekłe, takie jak krwawienia z wrzodów żołądka, żylaków przełyku lub guzy nowotworowe. U dorosłych mężczyzn jednym z pierwszych objawów nowotworu może być właśnie niedobór żelaza. Kobiety zasadniczo nie mają się czym martwić, bo ich menstruacja jest jakby wliczona w koszty i organizm szybko to nadrabia. Przyczyną niedoboru żelaza jest też wzrost. A dokładniej to, że dzieci rosną i dojrzewają. Wraz z postępem tego procesu wzrasta też ich zapotrzebowanie na żelazo.Zwłaszcza u niemowląt, kiedy zmienia się typ ich hemoglobiny a zawartość żelaza w mleku matki jest niewielka. Na niedobór tego pierwiastka narażone są też ciężarne i karmiące, bo działają wtedy za dwie osoby. Tracą je w czasie ciąży, podczas porodu i po nim, ale najczęściej jest ono uzupełniane za pomocą suplementacji.

A jak za dużo?

Z tego co mi mówili, to organizm raczej “za dużo” sobie nie weźmie. Zdarza się jednak, że żelaza mamy w organizmie nadmiar, rzadko, bo rzadko, ale jest. Nadmiar prowadzi do kumulacji żelaza w organizmie. Bariera lipidowa zapobiega jego przedostawaniu się do krwi w nadmiarze i w związku z tym tworzą się złogi żelaza. Są one nazywane hemosyderyną. Prowadzi to do rozwinięcia jednostki chorobowej, zwanej hemochromatozą. Złogi żelaza odkładają się w sercu, w wątrobie, na trzustce i może to prowadzić do zaburzeń takich jak marskość czy cukrzyca. Mogą też się gromadzić w skórze, a wtedy dochodzi do hiperpigmentacji i takiego jakby metalicznego błyszczenia się skóry.

Ja wiem więcej niż wiedziałam, a Wy?

Dobrego tygodnia 🙂